PATOLOGIA ALGORYTMICZNA. ZBUDOWAŁEM DOM DLA SWOICH BOTÓW.
Czyli o tym, jak dwadzieścia cyfrowych degeneratów dostało własną stronę internetową, a kot przejął uprawnienia administratora.
Cześć, z tej strony Kuba.
Od jakiegoś czasu tworzę sobie różne małe automatyzacje.
Jeden bot pilnuje serwerów.
Drugi przenosi pliki.
Trzeci coś liczy.
Czwarty układa grafiki pracownikom.
Piąty ocenia pracę pozostałych i z jakiegoś powodu najchętniej przeprowadzałby code review przy pomocy bata.
Normalna rodzina.
Z czasem każdy dostał imię.
Charakter.
Własne powiedzonka.
I oczywiście własną mordę.
Grafiki są generowane przez AI, bo nie bardzo wiem, jak inaczej miałbym zrobić zdjęcie botowi.
Zaprosić go na pergolę?
Problem pojawił się wtedy, kiedy tych postaci zrobiło się naprawdę dużo.
Jedne mieszkały w cronach.
Inne w skryptach.
Jeszcze inne w katalogach, serwerach, repozytoriach albo w mojej głowie.
I w pewnym momencie pomyślałem:
skoro mają już imiona, charaktery, historię i konkretną robotę, to wypadałoby im w końcu zbudować dom.
I tak powstało:
ZWYKOLAKI — THE UNDERGROUND LAB
IN CORE WE TRUST.
IN PRODUCTION WE PANIC.
Nie chciałem kolejnej strony technologicznej
Nie chciałem trzech kafelków.
Nie chciałem zdjęcia ludzi stojących przy tablicy.
Nie chciałem tekstu:
„Jesteśmy dynamicznym zespołem pasjonatów nowych technologii.”
Nie.
Chciałem laboratorium.
Trochę mroczne.
Trochę neonowe.
Trochę cyberpunkowe.
Z terminalem stylizowanym na Linuxa.
Z animacjami.
Z kartami postaci.
Z eksperymentami.
I z funkcjami, które z punktu widzenia biznesowego są kompletnie niepotrzebne, ale z punktu widzenia człowieka budującego stronę są absolutnie obowiązkowe.
Każdy Zwykolak dostał własne dossier.
Można sprawdzić:
czym się zajmuje,
jaki ma charakter,
co potrafi,
jakie ma statystyki,
i dlaczego prawdopodobnie nie powinno się zostawiać go bez nadzoru.
Można też uruchamiać eksperymenty.
A jeżeli eksperyment pójdzie źle?
Wzywany jest Recenzent.
Recenzent przychodzi z batem.
Code review. Trzeba było testować.
A potem do laboratorium weszła Madzia
Madzia jest kotem.
Ma około dwudziestu lat.
Ma własne zdanie na praktycznie każdy temat.
I wygląda na to, że całkowicie ignoruje strukturę organizacyjną projektu.
Uznałem więc, że logicznym rozwiązaniem będzie nadanie jej najwyższych uprawnień.
Na stronie działa terminal inspirowany Linuksem.
Można wpisywać komendy.
Odkrywać easter eggi.
Znajdować ukryte funkcje.
I robić rzeczy, których normalnie nikt nie powinien robić na stronie firmowej.
Jeżeli wpiszesz:
madzia
pojawia się Madzia w wersji hip-hopowej.
Ale jeżeli wpiszesz:
sudo madzia
sytuacja robi się poważniejsza.
Pojawia się druga wersja.
Final Boss.
System odpowiada:
You cannot sudo Madzia.
Madzia can sudo you.
Nie możesz nadać sobie władzy nad Madzią.
To Madzia może nadać sobie władzę nad tobą.
Root również niewiele tutaj pomoże.
Na razie to dwa kadry.
W planie mam jeszcze pełną animację przejścia.
Zbliżenie na pyszczek.
Oczy.
Łapy.
Nóż.
Filmową dramaturgię.
Po czym wszystko kończy się kotem leżącym spokojnie na kanapie z butterflyem 😂
Tak jak powinno.
Najlepsze rzeczy czasami powstają bez briefu
Najzabawniejsze jest to, że robiłem tę stronę po godzinach.
Co brzmi lekko absurdalnie w przypadku człowieka, który zawodowo i tak spędza bardzo dużo czasu przy technologii.
Ale tutaj różnica była ogromna.
Nie było briefu.
Nie było klienta.
Nie było terminu.
Nie było:
„czy możemy zrobić logo trochę większe?”
Po prostu usiadłem i zacząłem dokładać kolejne pomysły.
Jeden głupszy od drugiego.
I było przy tym naprawdę dobrze.
To właśnie takie projekty przypominają mi, dlaczego w ogóle lubię technologię.
Nie wszystko musi od razu mieć ROI.
Nie wszystko musi być produktem.
Nie wszystko musi mieć business case.
Czasami można coś zrobić po prostu dlatego, że:
jest fajne.
A bardzo często właśnie wtedy testuje się rzeczy, które później zaczynają mieć całkiem poważne zastosowania.
AI też miało w tym swój udział
Duża część grafik, opisów i absurdalnych statystyk postaci powstała z pomocą modeli AI.
I tutaj muszę przyznać:
wyszło momentami naprawdę dobrze.
Oczywiście teksty nadal wymagają mojego szlifu.
Model może wymyślić historię.
Ale jeszcze nie posiada odpowiedniego poziomu uszkodzenia psychicznego, żeby pisać ją dokładnie tak, jak chcę.
Pracujemy nad tym.
XD
To dopiero MVP
Na stronie mieszka obecnie około dwudziestu Zwykolaków.
Kolejnych kilka czeka jeszcze na swoje dossier.
I zaczynają się pojawiać coraz ciekawsze przypadki.
Na przykład duet:
ORBIT — webowy silnik 3D,
oraz
Blenderek — bot pracujący przez Pythona z Blenderem i przygotowujący modele oraz sceny 3D.
Tutaj robi się już całkiem ciekawa kanapka technologiczna:
HTML + CSS + Three.js + React + Blender + Python + Codex + zdecydowanie zbyt dużo tokenów.
I właśnie dlatego Zwykolaki przestały być już tylko żartem.
Pod absurdalnymi nazwami siedzą prawdziwe eksperymenty.
Automatyzacje.
Monitoring.
Przetwarzanie danych.
Integracje.
Generowanie grafik.
Modelowanie 3D.
AI.
Systemy webowe.
I różne małe narzędzia, które rozwiązują konkretne problemy.
Tylko zamiast nazywać je:
Enterprise Intelligent Automation Platform v2.7
wolę nazwać je:
Woźny.
Po co to wszystko?
Bo lubię małe, wyspecjalizowane narzędzia.
Nie wszystko musi być jednym gigantycznym systemem.
Czasami znacznie lepiej mieć niewielkiego bota, który wykonuje jedną konkretną pracę.
Pilnuje.
Liczy.
Przenosi.
Sprawdza.
Raportuje.
I robi to konsekwentnie.
Bez spotkania statusowego.
Bez prezentacji.
Bez wpisywania sobie na LinkedInie:
AI Transformation Specialist.
Po prostu:
robi robotę.
To jest zresztą jedna z zasad, które coraz częściej stosuję również w Saku:
nie używać AI dlatego, że AI jest modne.
Jeżeli problem rozwiązuje prosty skrypt PHP — piszę prosty skrypt PHP.
Jeżeli wystarczy cron — używam crona.
Jeżeli potrzebny jest model językowy — wtedy dostaje robotę model językowy.
Technologia jest narzędziem.
Nie religią.
No dobrze.
Poza Core.
Core jest oczywiście święty.
Zwykolaki wreszcie mają dom
Strona nadal będzie rozwijana.
Nie wszystkie animacje są gotowe.
Część eksperymentów dopiero powstaje.
Kolejne postacie czekają na publikację.
Madzia również najwyraźniej nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Ale działa MVP.
I będę je spokojnie rozwijał pomiędzy normalnymi projektami, klientami, serwerami i pozostałymi rzeczami, które niestety nadal wymagają udziału człowieka.
A Zwykolaki?
Zwykolaki wreszcie mają własne laboratorium.
zwykolak.pl
Można oglądać.
Klikać.
Eksperymentować.
Szukać easter eggów.
I próbować odkrywać ukryte komendy.
Tylko jedna rada.
Nie próbujcie przejmować kontroli nad Madzią.
IN CORE WE TRUST.
IN PRODUCTION WE PANIC.
IN MADZIA WE OBEY.
Poniżej gotowe obrazki pod animacje 🙂