Liczysław. Kolejny Zwykolak oficjalnie wszedł na produkcję 🥳

Liczysław. Kolejny Zwykolak oficjalnie wszedł na produkcję 🥳

A ponieważ to pierwszy Zwykolak, którego pokazujemy tutaj szerzej, wypada zacząć od krótkiej genezy.

Zwykolaki to nasze małe, wyspecjalizowane automaty.

Nie wielkie platformy.
Nie „AI transformation ecosystem”.
Nie kombajny złożone z 14 usług, żeby przesunąć trzy liczby z punktu A do punktu B.

Każdy Zwykolak dostaje jedno konkretne zadanie.

Ma je robić dobrze, przewidywalnie i bez angażowania człowieka w pracę, której człowiek robić nie powinien.

A ponieważ kultura organizacyjna też jest ważna, dostają imiona (tak naprawdę, zaczynam się gubić w numerach, więc likwiduję dług technologiczny – imionami 🙂 ). 

Czasami również osobowość.

Czasami zdecydowanie zbyt dużą.

GENEZA LICZYSŁAWA

W Hit2Fit są liczniki:

prąd,
wodę,

klimatyzację,

ogrzewanie,
różne strefy obiektu.

Dane znajdują się już w systemie.

Problem polegał na tym, że później człowiek musiał:

odczytać wartości,
rozpoznać licznik,
przypisać go do właściwej strefy,
zebrać dane
i przekazać je dalej.

Czyli klasyczna architektura biznesowa:

komputer ma dane → człowiek patrzy → człowiek przepisuje → drugi komputer dostaje dane

Piękne.

Człowiek jako middleware.

Pierwsze pytanie brzmiało więc:

czy możemy wyjąć te dane z systemu jak cywilizowani ludzie?

Nie: „odpalmy AI”.

Nie: „zróbmy browser automation”.

Najpierw sprawdzamy, co naprawdę robi aplikacja.

WebHMI.
Logowanie.
DevTools.
Network.
Requesty.
Endpointy.

Trochę zaglądania pod maskę i nagle:

dzień dobry.

Dane normalnie latają czystym JSON-em.

Czyli nie potrzebujemy żadnej magii.

Potrzebujemy małego, deterministycznego programu, który:

  • pobierze dane,
  • rozpozna licznik,
  • przypisze go do strefy,
  • policzy to, co trzeba,
  • przygotuje raport,
  • wyśle go właściwym osobom.

I tak narodził się Liczysław.

STACK

cron → Python → HTTP → sesja → JSON → konfiguracja liczników → Resend → raport

Dlaczego Python?

Bo część gotowych elementów mieliśmy już wcześniej zbudowanych w PHP:

HTTP,
auth,
Resend,
Telegram,
webhooki.

Przy Liczysławie zaczęliśmy budować ich odpowiedniki po stronie Pythona.

I to jest ważniejsze niż sam jeden skrypt.

Bo każdy kolejny Zwykolak nie powstaje już od zera.

Powstaje z coraz lepszego zestawu gotowych klocków.

A GDZIE AI?

Nie ma.

I to też jest część naszej filozofii.

LLM powinien rozwiązywać problemy, w których trzeba rozumieć język, kontekst albo niejednoznaczność.

Tutaj problem brzmi:

pobierz liczby → przypisz → policz → wyślij

Do dodawania liczb nadal mamy matematykę.

Na szczęście.

Nie każdy problem potrzebuje AI.

Czasami potrzebuje po prostu dobrego skryptu.

ILE TO TRWAŁO?

Około 10 godzin od pomysłu do działającego rozwiązania, w tym mniej więcej 2 godziny R&D.

Ale najważniejsze jest coś innego:

nie budujemy świata od początku za każdym razem.

Architektura rośnie.

Biblioteka gotowych elementów rośnie.

Doświadczenie rośnie.

Dlatego każdy następny Zwykolak rodzi się szybciej.

I właśnie tak rozumiemy automatyzację.

Nie:

„Jak wcisnąć AI do firmy?”

Tylko:

„Pokaż nam rzecz, którą człowiek robi regularnie i której nienawidzi.”

Jeżeli komputer może zrobić ją za niego, warto sprawdzić, czy da się ten proces po prostu usunąć z życia ludzi.

Nie tworzymy problemu, żeby sprzedać rozwiązanie.

Znajdujemy problem, który już istnieje.

I sprawiamy, żeby przestał istnieć.

A POTEM BYŁY CHRZCINY

Bo oczywiście samo wdrożenie produkcyjne nie wystarczyło.

Liczysław dostał imię.

Dostał zadanie.

Dostał produkcję.

I wydawało się, że sprawa jest zamknięta.

Do momentu, w którym pani Daria — ta sama, której Liczysław odebrał zaszczytną funkcję ręcznego przepisywania danych — stwierdziła, że powinien dostać przydomek:

Silky.

Po chwili wszystko stało się oczywiste.

Nazwisko.

Silky.

No przecież.

Nie mieliśmy Jordanu.

Mieliśmy coś lepszego.

Rzekę JSON-a.

Payload ceremonialny wyglądał mniej więcej tak:

{

  „name”: „Liczysław”,

  „alias”: „Silky”,

  „status”: „production”,

  „godmother”: „Daria”

}

 

Architekt wyciągnął rękę nad terminalem.

Cron zamilkł.

Resend przestał na moment wysyłać.

Docker powstał.

I padły słowa:

„Ja ciebie chrzczę w imię PHP, Pythona i Świętego JSON-a.”

HTTP 200 OK

Od tamtej chwili pełna forma brzmi:

Liczysław „Silky” Zwykolak.

Parser.
Liczyciel.
Pogromca ręcznego przepisywania danych.

I żeby nie było, że to tylko folklor zespołu:

alias trafił również do konfiguracji.

My wdrażamy nawet sakramenty na produkcję.

 

A teraz trochę autopromocji 🙂

Jeżeli w Twojej firmie istnieje proces typu:

człowiek patrzy na dane → przepisuje je → wysyła dalej

to bardzo możliwe, że właśnie znalazłeś materiał na własnego Zwykolaka.

Automatyzacje, integracje, MarTech, małe systemy i procesy, których nikt nie chce robić ręcznie — tym zajmujemy się bardzo chętnie.

Polecamy się.

A Liczysławowi życzymy jednego:

niech dane płyną gładko.
Jedwabiście.

Share this :