CZASEM NAWET MNIE AUTOMATYZACJA POTRAFI ZASKOCZYĆ

CZASEM NAWET MNIE AUTOMATYZACJA POTRAFI ZASKOCZYĆ

Cześć, z tej strony Kuba.

Myślałem, że automatyzuję dodawanie produktów do sklepu.

Problem był banalny.

Mam do postawienia dwa sklepy internetowe z praktycznie tymi samymi produktami.

Pierwsza myśl była oczywista:

przecież nie będę tego klepał dwa razy ręcznie.

Zmienimy tylko CSS 😛

XD

Tylko zanim produkty trafią do sklepu, potrzebuję całego drzewa logiki.

Do sklepów.

Do produktów.

Do opakowań.

Do kolorów.

Więc na początek zrobiłem podstawową paletę.

Potem jaśniejszą.

Ciemniejszą.

Premium Black.

Premium Gold.

I nagle zamiast za każdym razem zadawać sobie pytanie:

„hmmm, jaki kolor damy tutaj?”

miałem gotowy system wyboru.

Kiedyś byłem grafikiem, więc coś tam jeszcze pamiętam o kolorach, typografii i tym, że nie wszystko powinno mieć gradient niebieski–fioletowy tylko dlatego, że mamy rok 2026 XD

I chyba właśnie wtedy zrobiłem pierwszy ważny krok.

Bo przestałem wybierać kolory.

Zacząłem definiować zasady.

A kiedy backendowiec dostaje zasady…

zaczyna się niebezpiecznie uśmiechać.

Zróbmy z tego system

Skoro mamy już:

kolory,

rodziny produktów,

warianty,

teksty,

szablony,

elementy wspólne,

to można przecież zrobić strukturę.

Dane.

Katalogi.

Szablony.

Bota.

Niech maszyna klepie produkcję, a człowiek zajmie się tym, czego maszyna jeszcze nie potrafi.

Czyli podejmowaniem decyzji. I piciem piwa.*

* Tu się zgrywam. Ciśnienie zabrało mi moje jedyne hobby. Ale w internecie wszyscy udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, więc ja też 😁

I wtedy wydarzyło się coś trochę dziwnego.

Spojrzałem na to, co właśnie zbudowałem, i dotarło do mnie:

ja już nie automatyzuję sklepu.

Ja właśnie zacząłem budować linię produkcyjną opakowań.

PUDEŁKO TO TROCHĘ CSS

Na początku oczywiście jest kreacja.

Kolor.

Typografia.

Styl.

Hierarchia informacji.

Pomysł.

Ktoś musi wymyślić, jak ten produkt ma wyglądać.

Ale kiedy język wizualny już istnieje, trzydzieste opakowanie nie powinno być trzydziestym niezależnym dziełem sztuki.

To już jest produkcja.

I wtedy moje palety zaczęły wyglądać podejrzanie znajomo:

STANDARD

LIGHT

DARK

PREMIUM_BLACK

PREMIUM_GOLD

 

Przecież to są design tokeny.

Do tego dochodzi:

drzewko produktów,

rodziny,

nazwy,

claimy,

teksty,

warianty,

wykrojniki,

elementy wspólne,

elementy zmienne.

Czyli właściwie mam:

CSS z design tokenami, tylko na końcu wychodzi kartonik.

Nie mam pięćdziesięciu niezależnych projektów.

Mam jeden system i pięćdziesiąt instancji.

I to jest ogromna różnica.

Najlepsze? Jesteśmy dopiero w połowie

Na tym etapie nie było jeszcze finalnego logo. 😛

Normalny proces często wyglądałby tak:

„czekamy na logo.”

Ale ostatnio za dużo pracuję z FastAPI, więc najwyraźniej zacząłem również projektować opakowania asynchronicznie.

async!

Nie ma logo?

Placeholder.

Pojawia się finalne?

Podmieniam źródło.

PACH.

Cała rodzina produktów dostaje właściwe logo.

Nie mam finalnego wykrojnika?

Trudno.

Na razie siedzi zastępczy.

Przychodzi właściwy?

Podmieniam.

PACH.

Nowy kolor?

Nie wymyślam go od początku.

Wybieram paletę.

PACH.

Nowe SKU?

PACH.

Nowy claim?

PACH.

Nowy wariant?

PACH.

Nowy Ninja?

Dobra, chyba trochę się rozpędziłem 😁

I właśnie wtedy patrzę na pudełko i myślę:

przecież to jest architektura systemu informatycznego.

Tylko zamiast odpowiedzi JSON dostaję coś, co później można postawić na półce.

I tutaj design zamienia się w produkcję

To był moment, w którym projekt zrobił się naprawdę ciekawy.

Bo system, który powstał tylko po to, żeby nie klepać tych samych produktów dwa razy…

zaczął generować warianty opakowań, które podobają nam się bardziej niż część projektów robionych wcześniej znacznie dłużej.

I nie dlatego, że AI nagle zostało genialnym designerem.

Nie zostało.

AI nadal potrafi zrobić trzy dobre rzeczy i czwartą taką, że człowiek zaczyna zastanawiać się, czy model właśnie doznał udaru.

Różnica była gdzie indziej.

Najpierw stworzyłem zasady.

A dopiero później zacząłem według tych zasad produkować.

To jest zupełnie inny proces niż:

„zrób mi jeszcze jedno ładne pudełko”.

Do drukarni jeszcze tego nie wyślę

Żeby było jasne.

To, że system generuje bardzo dobre kierunki, nie oznacza jeszcze:

CTRL+P → drukarnia → 50 000 sztuk.

AI nadal potrafi potraktować warstwy jak pijany frontendowiec z-index.

Finalny plik produkcyjny nadal wymaga pracy.

Trzeba:

rozłożyć elementy na wektory,

dorysować albo kupić brakujące ilustracje,

sprawdzić fonty,

ustawić właściwe kolory,

przygotować spady,

dopasować wykrojnik,

uwzględnić technologię druku,

przygotować osobne warstwy pod hot stamp,

UV wybiórczy,

uszlachetnienia,

i czasami ręcznie naprawić to, co model twórczo spierdolił.

Czasem Photoshop.

Czasem Illustrator.

Czasem Canva.

Czasem zwykłe:

„nie, tego tak nie robimy”.

Ale to jest już przygotowanie produkcyjne wybranego rozwiązania.

A nie wielogodzinne:

„hmmm… co właściwie mamy tutaj zrobić?”

I to jest ogromna oszczędność.

Najlepsza automatyzacja zaczyna się od reguł

Cała ta historia zaczęła się od bardzo małego problemu.

Nie chciałem ręcznie dodawać tych samych rzeczy do dwóch sklepów.

Więc zrobiłem palety.

Potem zasady.

Potem strukturę danych.

Potem szablony.

Potem zależności.

I gdzieś po drodze okazało się, że nie buduję już automatyzacji sklepu.

Buduję:

fabrykę opakowań.

XD

I chyba właśnie tym różni się robienie kolejnych rzeczy od inżynierii procesu.

Przy pierwszym pudełku pytasz:

„jak zrobić dobre pudełko?”

Przy trzydziestym pytanie powinno już brzmieć:

„dlaczego my, kurwa, nadal robimy je ręcznie?”

Bo wtedy przestajesz projektować kolejne pudełko.

Zaczynasz projektować system, który potrafi produkować pudełka.

I to jest też jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w automatyzacji.

Czasami zaczynasz od drobnego usprawnienia.

A potem patrzysz kilka godzin później i okazuje się, że przypadkiem zmieniłeś cały sposób produkcji.

Czasem nawet mnie automatyzacja potrafi zaskoczyć.



Share this :