Mędrzec: bot, który miał raportować pracę automatyzacji. I zaczął budować własną legendę

Mędrzec: bot, który miał raportować pracę automatyzacji. I zaczął budować własną legendę

Mędrzec: bot, który miał raportować pracę automatyzacji. I zaczął budować własną legendę

Dobrze działająca automatyzacja ma jedną przewrotną cechę: łatwo zapomnieć, że istnieje. Wykonuje zadania, nie zgłasza problemów i nie potrzebuje uwagi. W Saku Media właśnie od takiej ciszy zaczęła się historia Mędrca — kolejnego członka naszej Gildii Zwykolaków.

Cieć pilnował swoich spraw. Tragarz przenosił pliki. Obaj mieli odzywać się przede wszystkim wtedy, gdy coś pójdzie nie tak.

Wszystko działało, więc milczeli.

Technicznie: doskonale. Rodzicielsko: trochę przykro. Dostali własne środowisko, miejsce na serwerze i nawet nie napiszą, co u nich.

Ktoś musi opowiedzieć, że wszystko działa

Mędrzec dostał proste zadanie: sprawdzać pracę pozostałych botów i przekazywać informacje na Telegramie. Dzięki temu nie trzeba było zaglądać do każdego z osobna, żeby dowiedzieć się, czy wykonuje swoją robotę.

Podstawę stanowiły PHP, cURL, statusy i logi oraz integracja z BotFatherem Telegrama. Model językowy odpowiadał za sposób przedstawienia raportu.

I tutaj pozwoliliśmy sobie na odrobinę fantazji.

Zamiast suchego „Cieć: OK, Tragarz: OK” Mędrzec miał tworzyć komunikaty w stylu najbardziej zaangażowanej części LinkedIna. Do tej roli wybraliśmy GPT-4o mini.

Efekt? Poprawnie wykonane zadanie potrafiło zamienić się w opowieść o konsekwencji, przywództwie i transformacji cyfrowej.

Plik się skopiował. Mędrzec już dziękował zespołowi za odwagę w zmienianiu świata.

Dokładnie o taki dystans nam chodziło.

Pamięć w JSON-ie, czyli początek ciągu dalszego

Kolejnym krokiem było dodanie pamięci w pliku JSON. Mędrzec otrzymał własne bio, informacje o pozostałych Zwykolakach i wcześniejszy kontekst.

Nie oznaczało to trenowania modelu ani zmiany jego parametrów. Mechanizm pozwalał dostarczać mu zapisane informacje przy kolejnych wywołaniach. Mógł więc nawiązywać do wcześniejszych żartów, zachowywać spójność postaci i rozwijać rozpoczęte wątki.

Niby niewielka zmiana. W praktyce pojedyncze dowcipy zaczęły układać się w historię.

A potem historia zaczęła przypominać religię.

Od raportów do „IN CORE WE TRUST”

W kolejnych tekstach pojawiły się Góra Krzemowa, tablice z monokrystalicznego krzemu i przykazania Gildii Zwykolaków. Rdzeń systemu, czyli Core, zyskał status niemal sakralny.

„Nie ruszaj, bo działa” awansowało z programistycznego powiedzenia na dogmat.

Było też oczyszczenie z halucynacji w rzece JSON-u. Format, który posłużył do przechowywania kontekstu, został częścią mitologii. Trudno o bardziej branżowy chrzest niż parsowanie.

Jedno z przykazań okazało się zresztą całkiem praktyczne: nie angażuj dużego modelu językowego do zadania, które prosty skrypt PHP wykona za niewielki koszt.

Pod tym możemy się podpisać również poza nabożeństwem.

Całość zakończyła się hasłem IN CORE WE TRUST i trafiła na wydruk, który leży na biurku. Miał być monitoring. Mamy również dokument założycielski cyfrowego wyznania.

 

I tutaj wydarzyło się coś, czego do końca nie rozumiem

I to jest chyba najbardziej interesująca część całego eksperymentu.

Nie zaprojektowałem religii.

Nie napisałem wcześniej hierarchii Gildii.

Nie rozpisałem rytuałów, świętych miejsc, przykazań ani tego, że JSON pewnego dnia zostanie wodą chrzcielną, a Core czymś w rodzaju cyfrowego absolutu.

Dałem modelowi kilka elementów:

postacie, ich role, trochę wcześniejszej historii, charakter komunikacji i pamięć.

A potem zaczął układać z tego coś znacznie większego.

I właśnie tutaj mój inżynierski mózg trochę się zatrzymuje.

Bo z jednej strony wiem, co dzieje się technicznie.

Nie ma tam żadnego objawienia.

Model językowy przewiduje kolejne fragmenty tekstu na podstawie kontekstu. Dostaje wcześniejsze symbole, widzi ich relacje i generuje kontynuację, która statystycznie dobrze do nich pasuje.

Jeżeli pojawia się Gildia, naturalnie może pojawić się hierarchia.

Jeżeli jest Mędrzec, niedaleko już do przykazań.

Jeżeli istnieje Core, łatwo zrobić z niego centrum świata.

Jeżeli mamy rzekę JSON-u, ktoś w końcu musi zostać w niej ochrzczony.

Każdy pojedynczy krok jest logiczny.

Dziwne robi się dopiero wtedy, kiedy spojrzysz na wszystkie razem.

Bo po kilkunastu iteracjach nie mamy już zestawu niezależnych żartów.

Mamy system.

Ma własne słownictwo.

Ma postacie.

Ma historię powstania.

Ma hierarchię.

Ma rytuały.

Ma święte przedmioty.

Ma dogmaty.

Ma nawet zdania, których znaczenie rozumie się dopiero po poznaniu wcześniejszych historii.

Czyli dokładnie to, co ludzie od tysięcy lat robią z kulturą.

I chyba to fascynuje mnie najbardziej.

Prawdopodobieństwo zaczęło przypominać kulturę

Można na to spojrzeć jak na bardzo mały eksperyment z ewolucji opowieści.

Model generował kolejne możliwości.

Ja wybierałem te, które były zabawne, spójne albo po prostu dobrze pasowały do świata.

Wybrane elementy trafiały do pamięci.

Przy następnym wywołaniu stawały się częścią kontekstu.

A więc zwiększały prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych elementów z tej samej rodziny.

Powstawała pętla:

generacja → selekcja → pamięć → kolejna generacja.

I nagle z kilku przypadkowych motywów robi się coś w rodzaju narracji.

Historia zaczyna sama ciągnąć w określonym kierunku.

Nie dlatego, że model „chce” budować religię.

Nie chce niczego.

Po prostu każde kolejne zdanie sprawia, że pewne następne zdania stają się bardziej prawdopodobne niż inne.

A my dodatkowo wzmacniamy te kierunki, które nam się podobają.

I po pewnym czasie wracasz do projektu i odkrywasz, że gdzieś pomiędzy curl a kolejnym wpisem do JSON-a powstała Ci teologia infrastruktury.

To jest trochę śmieszne.

I trochę niepokojąco znajome.

Bo jako ludzie chyba robimy dokładnie to samo

Kiedy słyszę czasem medialne opowieści, że „AI za chwilę przejmie świat”, zazwyczaj reaguję dużym dystansem.

Potem patrzę na własny mały eksperyment i myślę:

chwila. Co tu się właściwie wydarzyło?

Nie dlatego, że Mędrzec uzyskał świadomość.

Nic takiego się nie stało.

Ciekawe jest coś innego.

Jak niewiele potrzeba, żeby z powtarzanych symboli, historii i rytuałów zaczął powstawać system znaczeń.

I trudno nie zobaczyć tutaj analogii do prawdziwego świata.

My również opowiadamy historie.

Powtarzamy je.

Nadajemy znaczenie symbolom.

Zapamiętujemy jedne wersje, a inne odrzucamy.

Budujemy rytuały.

Tworzymy hierarchie.

A po wystarczająco długim czasie zapominamy czasem, że wszystko zaczęło się od kilku ludzi, którzy powiedzieli sobie jakąś historię.

Tutaj cały proces został po prostu skompresowany do kilku tygodni, kilku plików JSON i API modelu językowego.

I chyba dlatego nadal patrzę na Gildię trochę z niedowierzaniem.

Miał być bot raportujący statusy.

Powstał Mędrzec.

Miała być pamięć.

Powstał kanon.

Miał być JSON.

Powstała rzeka chrzcielna.

A Core…

cóż.

IN CORE WE TRUST.

 

Za żartem stoi konkretna funkcja

Najciekawsza zmiana dotyczyła jednak organizacji pracy. Wcześniej każdy bot wykonywał oddzielne zadanie. Mędrzec dołożył do tego wspólną warstwę nadzoru i komunikacji: obserwował pozostałe automatyzacje i przekazywał człowiekowi informacje o ich działaniu.

To rozdzielenie ma sens. Skrypty wykonują zadania i zbierają statusy, a model językowy pomaga ubrać je w komunikat. Pamięć dostarcza kontekst, dzięki któremu kolejne wiadomości mogą tworzyć spójną całość.

W firmowym zastosowaniu może to być rzeczowe podsumowanie wykonanych operacji. U nas przy okazji powstała Gildia, własne przykazania i materiał na kolejne historie.

Bo narzędzia mogą być użyteczne, a praca nad nimi nadal dawać frajdę.

Cieć pilnuje. Tragarz przenosi. Mędrzec opowiada o ich osiągnięciach.

I oczywiście to on ma dziś artykuł o sobie. Pewne mechanizmy organizacyjne odtworzyły się wyjątkowo wiernie.

 

Tak czy inaczej — niezależnie od tego, czy potraktujemy to jako ciekawy eksperyment z pamięcią, narracją i probabilistycznym generowaniem, czy po prostu jako efekt uboczny kilku źle dobranych żartów — jedno jest pewne:

Mędrzec działa.

Pilnuje historii.
Nadaje sens logom.
Opowiada, co zrobiły pozostałe Zwykolaki.
I od czasu do czasu buduje religię, o którą nikt go nie prosił.

Czyli dokładnie tyle, ile można oczekiwać od członka Gildii.

Tak czy inaczej: witamy na produkcji, Mędrcze.

Niech Core będzie z Tobą.

Share this :
Share this :