W Internecie jest już wystarczająco dużo postów o piątkowej kawusi. Dlatego napisaliśmy grę.
Cześć. W Internecie jest już wystarczająco dużo postów o piątkowej kawusi. Dlatego zamiast kolejnego posta napisaliśmy grę. I paradoksalnie ta mała gierka mówi o tym, jak pracujemy, więcej niż jakikolwiek wpis sprzedażowy.
Gdzieś tutaj powinien pojawić się efektowny storytelling i wielka klamra spinająca cały artykuł. TikTokowi kołczowie byliby dumni. Ale zamiast tego będzie po prostu kilka luźnych przemyśleń. O retro, kodowaniu, prowadzeniu firmy, wakacjach i pewnym latającym ziemniaku. Mam nadzieję, że pod koniec sami zauważycie, że wszystkie te wątki składają się w całkiem logiczną całość.
Rozdział 1: Dlaczego nasze social media świecą pustkami
Przyznajmy się do czegoś na samym początku: nasze własne profile w mediach społecznościowych wyglądają tak, jakbyśmy o nich zapomnieli.
Nie lubimy publikować tylko po to, żeby coś opublikować. Jesteśmy śmiertelnie zmęczeni wrzucaniem postów o Dniu Pączka, zdjęć z piątkową kawusią czy życzeń świątecznych, których i tak nikt nie czyta. Dlatego po prostu tego nie robimy – ani u naszych klientów, ani u siebie.
Zamiast sztucznego szumu w sieci, wolimy budować konkretne rzeczy. Prawda jest taka, że orzemy po 240 godzin miesięcznie przy realnych projektach, kodowaniu, analityce i stawianiu serwerów. Tam idzie cała nasza energia.
Rozdział 2: Skąd wziął się Ziemniaczek
Pamiętacie Kevina samego w domu i słynny „odcisk palca” zostawiany przez włamywaczy? My też mamy swój – latającego ziemniaczka umieszczanego na wszystkich naszych stronach i serwisach w budowie podczas prac serwisowych.
Jestem dzieckiem lat 90. Wychowałem się na dźwięku stacji dyskietek i mam potężny, nieuleczalny sentyment do Amigi. Dlatego kiedy po kilkunastu godzinach kodowania siadam i myślę: „Może wypadałoby wrzucić coś na socjale?”, mój mózg naturalnie wybiera odpoczynek. A jak wiadomo, nie ma lepszego odpoczynku po kodowaniu niż… kolejna linijka kodu (i ten piękny efekt Tetrisa, gdy zamykasz oczy i widzisz składnie).
Zamiast pisać kolejny nic niewnoszący post o tym, że lubimy pić kawusie (bo spójrzmy prawdzie w oczy – kogo w socialach obchodzi czysty kod PHP, JS czy Python?), stworzyliśmy skrypt i gierkę o Ziemniaczku. Taki nasz własny, swojski Nyan Cat.
I co ważne: ta szarpana animacja nie jest dziełem przypadku ani brakiem umiejętności! Taki miał być klimat – ma trącić retro, ma przypominać stare, dobre czasy 16-bitowców i sztywny klatkaż Amigi.
I właśnie w tym momencie niewinny żart przestał być żartem. Stał się kolejnym projektem, który zaczął żyć własnym życiem.
Rozdział 3: Od żartu do prawdziwego projektu
To, co zaczęło się jako luźny żart i odskocznia od codzienności, szybko zamieniło się w całkiem poważny projekt technologiczny.
Gierka pod spodem stoi na spięciu Python + FastAPI. Przepisałem całość z JavaScriptu, ponieważ mój synek stwierdził, że koniecznie chce, żebyśmy dorobili tryb multiplayer…
To już nie jest zwykły mem wrzucony na serwer. To żywa architektura, do której chcemy dorzucać kolejne warstwy. Mamy w głowie masę pomysłów: nowe utrudnienia, dedykowanych Bossów do zbicia, a wreszcie pełnoprawny serwer pod rozgrywkę wieloosobową.
Rozdział 4: Dlaczego projekt nadal nie jest skończony
Paradoksalnie… ogromnie cieszę się, że Ziemniaczek jeszcze nie jest skończony i wciąż ma swoje niedociągnięcia.
Dlaczego? Bo robimy dokładnie to, co radzimy naszym klientom: ustalamy twarde priorytety.
Ziemniaczek to nasz projekt poboczny. Z niego nie żyjemy. Najważniejsi byli, są i będą nasi klienci – ich serwery, ich analityka, ich kampanie i ich sprzedaż. Kiedy musimy wybierać między dopieszczaniem własnej gierki a dowożeniem wyników dla biznesów, które nam zaufały, wybór jest natychmiastowy. A dodatkowo, projekt powstał na początku wakacji. Paradoks polega na tym, że właśnie dlatego Ziemniaczek ciągle jest niedokończony. Nie dlatego, że zabrakło pomysłów. Dlatego, że wakacje są dla nas okresem intensywnej pracy nad projektami klientów.
Rozdział 5: Wakacje są najlepszym momentem na rozwój firmy
No właśnie. Wielu przedsiębiorców uważa wakacje za sezon ogórkowy. Trzymają się narracji: „Aaa, w gospodarce nic się nie dzieje, ludzie są na urlopach, odpuśćmy, pomyślimy we wrześniu”.
To jest największy błąd, jaki możesz popełnić.
Stara zasada mówi: Si vis pacem, para bellum – jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Rolnik nie czeka z przygotowaniem gleby do wiosny – orze i nawozi ją przed zimą, żeby na wiosnę mieć pancerne fundamenty pod plony.
W marketingu i technologii jest dokładnie tak samo. Przełom lipca i sierpnia to jedyny moment w roku, kiedy masz przestrzeń, by dopieścić własny biznes przed jesienną zadymą. Możesz wdrażać i testować nowe rozwiązania bez ryzyka, presji i napinki. Bo zaraz przyjdzie wrzesień – i ruszy potężny, agresywny okres handlowy, który pociągnie bez zatrzymania aż do Świąt, a biorąc pod uwagę ferie – potrwa do połowy zimy.
Wakacje to idealny moment, żeby budować przewagę rynkową i zrobić to, na co w sezonie nigdy nie ma czasu.
- Dopieścić ofertę i treści: Dodać nowe produkty, usunąć babole ze strony, dopisać to, co odkładasz na „później”.
- Postawić pancerną analitykę i MarTech: Wdrożyć czysty dataLayer, spiąć Piksele i Google Analytics tak, żeby nie tracić ani jednego sygnału o konwersji.
- Wdrożyć automatyzację: Ustawić automatyczną wysyłkę ofert i lejek remarketingowy. Pozyskanie nowego klienta kosztuje dzisiaj krocie – jeśli po zapłaceniu za leada nie dbasz o jego powrót i nie przypominasz mu o sobie automatycznie, po prostu palisz gotówkę w piecu. Niby gotówka ma jakąś wartość opałową, ale chyba są lepsze źrodła energii 😀
Rozdział 6: Dlaczego dziś takie wpisy mają większą wartość
Po głośnych zmianach w silniku wyszukiwarki Google oraz masowym zalewie sieci przez sztuczną inteligencję, rynek treści uległ całkowitemu przeobrażeniu. Internet został zasypany milionami bezdusznych, generycznych artykułów wygenerowanych przez AI w pięć sekund, które nie wnoszą do życia czytelnika zupełnie nic.
Dziś to autentyczność, żywe doświadczenia, pokazanie prawdziwego kodu i ludzkiej twarzy biznesu tworzą realną wartość. Obserwujemy te zmiany w wynikach wyszukiwania już od ponad dwóch miesięcy i wniosek jest jeden: cyfrowy świat wreszcie wraca do bazy i normalności.
Dlatego nasza rada? Piszcie po swojemu, uzewnętrzniajcie się, wrzucajcie czasem pozytywne głupotki i bądźcie po prostu autentyczni. Jeśli prowadzicie działalność opartą na żywym człowieku – rozrywkę, gastronomię, usługi – nie ograniczajcie się wcale! Pokazujcie wszystko od kuchni: ludzi, zaplecze, relacje i emocje.
No, chyba że jesteście placówką medyczną albo bankiem… chociaż umówmy się: nawet tam udaje nam się przemycać lekkie, ludzkie posty, które potem żrą lepiej niż najbardziej wymuskane, korporacyjne komunikaty.
Prawdziwa praca, luz i unikalny charakter zawsze obronią się w starciu z bezdusznym algorytmem.
Zakończenie
Nie będę kończył tego tekstu agresywnym marketingu i wciskającym cokolwiek CTA, bo nie na tym polega ten blog.
Po prostu: ZAGRAJ W ZIEMNIACZKA
I właśnie dlatego nasze social media czasem wyglądają, jakbyśmy o nich zapomnieli. Wolimy od czasu do czasu pokazać coś, co naprawdę stworzyliśmy, niż codziennie publikować coś, o czym wszyscy zapomną po pięciu minutach.